Janina Tchórzewska (primo voto Muzyczuk)

Nauczycielka naszej szkoły w latach 1978-1987

Moje życia i pracy krótkie opisanie

muzyczuk_cutZacznę więc od swego początku. Urodziłam się we wsi Popiołki, powiat Kolno w ostatnim roku niemieckiej okupacji – 22 czerwca 1944 roku. Posługując się słowami poety, mogę o sobie powiedzieć „urodzona w niewoli”, a dzieciństwo miałam „chmurne i durne”, a przede wszystkim bardzo trudne. Mama osierociła mnie i moje rodzeństwo, gdy miałam zaledwie sześć lat. Ojciec, z natury bardzo dobry człowiek , skupił się na wykarmieniu całej trzódki. W trudnych powojennych czasach istotnie to było najważniejsze.

 

Moją edukacją zajęła się więc starsza siostra i dzięki niej szkołę podstawową ukończyłam w Biskupcu Reszelskim. Tam też rozpoczęłam naukę w liceum ogólnokształcącym, z którego po pół roku przeszłam do Liceum Pedagogicznego w Lidzbarku Warmińskim. Naukę mogłam kontynuować jedynie dzięki stypendium, za które miałam wyżywienie w internacie. Nie jest więc dziwne, że po maturze, którą zdałam w 1963 roku, musiałam iść do pracy.

Pierwszą moją placówką była Szkoła Podstawowa w Łaniewie, gdzie oprócz edukacji maluczkich zajęłam się życiem kulturalnym szkoły i wsi. Bardzo mile wspominam ten czas, bo społeczność wsi była mi bardzo przychylna. Po dwóch latach opuściłam tę wspaniałą miejscowość, ponieważ wyszłam za mąż i zamieszkałam w Ignalinie, który opuściłam po czterech latach, gdyż otrzymałam pracę w Szkole Podstawowej Nr 3 w Lidzbarku Warmińskim. Miałam trudne zadanie, bo nowa szkoła, dom i moje dzieci. W tym czasie miałam już dwóch synów (Piotr ur. w 1965 r. i Bogdan ur. w 1968 r.), a poza tym moje ustawiczne zaoczne kształcenie (SN w Ostródzie, WSN w Olsztynie, a potem studia magisterskie w Gdańsku), ale pomogły mi w tym młodość i upór.

W 1978 roku przeszłam do pracy w Zespole Szkół Rolniczych w Lidzbarku Warmińskim.
Myślę, że moim plusem w pracy zawodowej było to, że bardzo kochałam dzieci i młodzież, mocno się do nich przywiązywałam i one także okazywały mi sympatię. Do dziś mam kontakt z moimi byłymi uczniami z klasy Technikum Rolniczo-Łąkarskiego z Lidzbarka Warmińskiego: Bożenką Magun, Bogusią Jackowską, czy Krzysiem Pałyską, a także Włodkiem Iwanichą. Dobre relacje mam również z absolwentkami liceum ekonomicznego: Elą Łukaszczyk, Jadzią Zapaśnik, Ewą Głowacką, Anią Buszko i innymi dziewczętami. Oprócz ogólnych spotkań absolwentów, moi wychowankowie organizują oddzielne zjazdy klasowe.

Praca w Zespole Szkół Rolniczych była trudna, ale wyjątkowa. Moje klasy były mi bliskie niczym własna rodzina. Nie sprawdzało się powiedzenie „bodaj byś cudze dzieci uczył”, bo wdzięczność była wielka. Łączyła nas również pasja do uprzyjemniania życia sobie i innym występami artystycznymi, które organizowaliśmy wspólnie z panem Janem Bednarkiem prowadzącym zespoły muzyczne. Ważną rolę integracyjną młodzieży ze sobą i nas wychowawców z młodzieżą spełniały wycieczki dydaktyczno-krajoznawcze.

Moja klasa IV Liceum Ekonomicznego (matura 1988) i III Technikum Rolniczo-Łąkarskiego (matura 1990) z wychowawczynią panią Alą Kosiedowską

Moja klasa IV Liceum Ekonomicznego (matura 1988) i III Technikum Rolniczo-Łąkarskiego (matura 1990) z wychowawczynią panią Alą Kosiedowską

W tym okresie podjęłam studia podyplomowe w Bydgoszczy. Te dodatkowe kwalifikacje bardzo mi się przydały, zwłaszcza, gdy później przez rok byłam metodykiem języka polskiego w Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli w Olsztynie.

Sugestia p. Apolinarego we wspomnieniach o pani Stefanii Martowicz, że moja praca przypominała Jej pracę jest słuszna, ponieważ byłam zafascynowana moją Nauczycielką. Jako uczennica najbardziej lubiłam lekcje języka polskiego. Starałam się czytać wszystkie lektury, aby potem zabierać głos na lekcjach i dyskutować z panią Stefanią. Widziałam jak bardzo pani Profesor przeżywała fakt, że nie wszyscy uczniowie czytają zalecaną lekturę. Starałam się nie tracić kontaktu z moją ulubioną Nauczycielką podczas moich studiów i w czasie pracy zawodowej. Często kontaktowałam się z panią Martowicz w wielu sprawach. Cieszę się również, że moja bardzo zdolna uczennica ze szkoły podstawowej, Gabrysia Żółtaniecka dołączyła do wspomnień o pani Martowicz wiele własnych ciepłych słów, potwierdzających niezwykłą osobowość pani Profesor.

O sobie mogę powiedzieć, że nie byłam alfą i omegą i pewnie nie zawsze stawałam na wysokości zadania, mimo starań, ale jak powiedział mój dyrektor ze szkoły podstawowej, najważniejsze, żeby dobrze młodzież wychować i przy okazji trochę nauczyć.

Z Zespołu Szkół Rolniczych odeszłam w 1987 r., ponieważ powołano mnie na stanowisko zastępcy dyrektora w Szkole Podstawowej Nr 3 w Lidzbarku Warmińskim. Na stanowisku tym pracowałam do 2000 r., to jest do przejścia na emeryturę.

W czasie pracy otrzymałam kilka odznaczeń takich jak: Złota Honorowa Odznaka Zasłużonym dla Warmii i Mazur, Złoty Krzyż Zasługi, Medal 40-lecia Polski Ludowej, mimo że nie angażowałam się politycznie.

W 1996 roku zmarł mój mąż Jarosław Muzyczuk. Dwaj starsi synowie byli już po studiach i pracowali, ale najmłodszy Daniel, urodzony w 1980 roku, dopiero rozpoczął naukę w Liceum Ogólnokształcącym w Lidzbarku Warmińskim. Gdy syn był już na studiach, w 2000 r. poślubiłam Wacława Tchórzewskiego, z którym zamieszkałam w Giżycku.

Nachodzi mnie teraz konkluzja, że bardziej skupiłam się na sobie, aniżeli na minionych wydarzeniach dydaktycznych i że niewiele wnoszę do wspaniale przygotowanego diariusza pedagogicznego. Dobrze jednak, że mogłam wyłuskać z zakamarków pamięci okruchy wspomnień najważniejszych lat w życiu każdego dorosłego człowieka i okazać wdzięczność tym, którzy mi byli pomocni.

Chylę czoła przed moimi pracodawcami oraz koleżankami i kolegami ze szkół, w których pracowałam.

Giżycko, w sierpniu 2014 r.
Janina Tchórzewska
primo voto Muzyczuk

Reklamy