Anna i Michał Bukowscy – nauczycielskie małżeństwo szkół rolniczych w Smolajnach (1968-2013)

bukowski1„Cząstka pracy wykonana
i znów cząstka, i znów cząstka,
i znów noc, i znów od rana
do cząstki dodana cząstka.”
Konstanty Ildefons Gałczyński  „Pieśni”

 

 

 

Bukowscy ze Smolajn to jeden z bardzo wielu przykładów wychowanków szkół rolniczych na Warmii i Mazurach,  którzy  całe swoje zawodowe życie poświęcili  na dalszy rozwój i doskonalenie pracy tych szkół. Wiedzą i umiejętnościami nie ustępowali swoim nauczycielom, a często ich przewyższali.

Anna Gabriela z domu Krużewska urodziła się 18 marca 1947 r. w rodzinie inteligenckiej w Morągu, Michał Otton Bukowski – 4 maja 1946 r. w rodzinie chłopskiej w Rogóżu,  w powiecie Lidzbark Warmiński. Oboje w 1966 r. ukończyli technika rolnicze.  Anna w Dobrocinie, Michał w Lidzbarku Warmińskim. Po maturze postanowili zostać  nauczycielami w szkołach rolniczych. Stąd ich spotkanie w Studium Nauczycielskim o kierunku rolniczym w Ełku, które ukończyli w 1968 r.

1 września tego roku to początek ich zawodowej pracy nauczycielskiej w Zasadniczej Szkole Rolniczej w Smolajnach. Przypadek sprawił, że dzień rozpoczęcia pracy zawodowej jest równocześnie dniem zawarcia ich związku małżeńskiego. Gdy spogląda się na ich późniejszą drogę życiową i późniejszy rozwój szkoły,  mimo woli nasuwa się myśl, że w dniu swojego ślubu zawarli, nie wiedząc o tym, niepisaną umowę ze szkołą, że będą jej służyli przez całe swoje zawodowe życie.

Szkoła, w której rozpoczynali pracę nie miała za sobą bogatej tradycji, istniała zaledwie od 7 lat. W dodatku następowały tu ciągłe zmiany profilu kształcenia, na co wskazuje zamieszczone wyżej kalendarium. Niełatwą pracę tych pierwszych lat, połączoną z ciągłym koniecznym samokształceniem, zapamiętali na całe życie. Kto dziś z perspektywy czasu potrafi to zrozumieć i docenić ten wysiłek? Ich najważniejszym atutem była młodość i głęboko wpojone w ich rodzinnych domach poczucie obowiązku,   pewnie utrwalone trochę w szkołach, które ukończyli. Zachętę do  pracy stanowiła wdzięczna, wiejska młodzież, nie zawsze przygotowana do nauki w szkołach ponadpodstawowych, ale prawie zawsze pracowita, szczera i uczciwa.

Po siedmiu latach, gdy już okrzepli jako nauczyciele, Michał otrzymuje nowe zadanie. W 1975  zostaje powołany na stanowisko dyrektora. Powoduje to istotne zmiany w ich sytuacji. Nie w sensie materialnym. Dodatek funkcyjny jest raczej symboliczny. Przybywa natomiast obowiązków i dużo odpowiedzialności. Anna mimo woli przyjmuje rolę cichego,  nieformalnego doradcy i pierwszego pomocnika. Zapewne nie zawsze zdawała sobie z tego sprawę. Musi też, szczególnie teraz, wzorowo wywiązywać się z nauczycielskich obowiązków, chociaż i wcześniej nie miała z tym problemów. W pracy nigdy się nie oszczędzała i tak już pozostało przez 45 lat jej pracy w tej szkole.

bukowska1

W 1976 roku, szkołę na sześć lat oddano pod kuratelę Państwowego Gospodarstwa Rolnego w Dobrym Mieście. Powoduje to dodatkowe trudności, ale jednocześnie daje kadrze, a zwłaszcza dyrektorowi nowe doświadczenie i poszerzenie  środowiska, z którym szkoła musi współpracować, jeśli chce się liczyć. Publikowane w okolicznościowych wydawnictwach wspomnienia absolwentów wydają się wskazywać, że zmiany te w ostatecznym rachunku były korzystne i dla młodzieży, i dla szkoły. Wpłynęła na to niewątpliwie umiejętność dostosowania się do zmieniających się warunków grona nauczycielskiego, pod rozsądnym kierownictwem dyrektora Michała Bukowskiego. Z drugiej zaś strony szkoła spotkała się z wieloma mądrymi i uczciwymi partnerami, kierującymi się w swoim działaniu racjonalnym interesem społecznym, pozbawionym egoizmu i zawiści, jak to się niestety obecnie coraz częściej zdarza. Trudno tu wymienić wszystkich przyjaciół, których wylicza Edmund Wawirowicz – nauczyciel tej szkoły –  w publikacji „50 lat  Zespołu Szkół Rolniczych im. Biskupa Błażeja Ignacego Krasickiego„. Ograniczmy się więc do jednego przykładu. Na stronie 84 autor  między innymi pisze:  „nie sposób pominąć Kazimierza Skupienia ‘z krwi i  kości’ rolnika, zawsze pamiętającego o naszych szkołach. Niezależnie od pełnionych funkcji i stanowisk –  czy to dyrektora Kombinatu, czy burmistrza Dobrego Miasta, czy zastępcy Starosty Olsztyńskiego,  zawsze był z nami, doradzał, wspomagał, interweniował, załatwiał. Do dziś zresztą uczestniczy we wszystkich uroczystościach, „Hubertusie” czy „Dniu Woźnicy”. Pana Kazimierza wszyscy, lubimy i szanujemy i bardzo, bardzo DZIĘKUJEMY!” Co tu można dodać? Chyba tylko to, że ten rodowity góral  przybył na studia w olsztyńskiej WSR, które ukończył w 1962 roku. Pozostał na Warmii, w swojej drugiej, małej ojczyźnie i służył jej z iście góralską pasją. Swoją niespożytą energię angażował zawsze tam, gdzie widział, że ma to sens i bezbłędnie oceniał, że jego wysiłek nie będzie zmarnowany i może przynieść pożytek nie jemu, ale ludziom tej ziemi, młodzieży i szkole.

bukowski5

Gdy już po różnych zawirowaniach i przekształceniach praca w szkole stała się w miarę stabilna, Anna i Michał przystąpili do podnoszenia własnych formalnych kwalifikacji zawodowych, podejmując studia w olsztyńskiej ART. Tytuły ich prac magisterskich można znaleźć na stronie internetowej Katedry Łąkarstwa tej uczelni (obecnie UWM). Anna pod kierunkiem profesora Stanisława Benedyckiego przeprowadziła badania na temat „Przydatność różnych odmian życicy wielokwiatowej  do uprawy w warunkach woj. olsztyńskiego”. Michał zaś wykonał swego rodzaju ekspertyzę i przedstawił ją w opracowaniu „Obecny stan i możliwość poprawy użytków zielonych w dolinie Łyny koło Smolajn”. Promotorem jego pracy był nieżyjący już doc. dr Longin Olesiński.  To na pewno najwybitniejszy znawca roślinności łąkowej na olsztyńskiej uczelni, a być może również w Polsce. Obaj naukowcy traktowali swoich studentów poważnie, po partnersku. Zachęcało to na pewno tych dojrzałych już studentów do dalszego dokształcania i doskonalenia.

Zdobycie dyplomów magisterskich to nie koniec ich edukacji. Podejmują potem studia podyplomowe i przedmiotowo metodyczne, zdają też egzaminy praktyczne i teoretyczne na drugi stopień nauczycielskiej specjalizacji, zdobywają kolejne, przydatne w szkolnej pracy uprawnienia.

Jako postronny obserwator, przypuszczam. że dyrektor M. Bukowski swoją pracę koncentrował na następujących kierunkach:

– stałe podnoszenie poziomu kształcenia praktycznego i teoretycznego,

– rozwój szkoły i uruchomienie, oprócz zasadniczej, również pełnej szkoły średniej na poziomie technikum,

-pełne konserwatorskie zabezpieczenie kompleksu parkowo-pałacowego w Smolajnach i wzorowa estetyka jego otoczenia,

– rozwój gospodarstwa szkolnego,

– współpraca ze szkołami rolniczymi za granicą,

– wszechstronna współpraca ze środowiskiem i pozyskanie sojuszników wspierających szkołę.

W każdej z tych dziedzin szkoła osiągnęła widoczne dla każdego sukcesy. Realizacja każdego z tych zadań nie była ani łatwa, ani prosta. Musiał na przykład kiedyś przekonywać krajowego konserwatora zabytków w Warszawie, że konserwacja zabytkowego pałacu biskupów w Smolajnach jest tak samo ważna, jak konserwacja zabytków Krakowa, Torunia, czy Gdańska. Czy przekonał? Nie wiem. Jest jednak faktem, że otrzymał pewne środki na konserwacje i oto tylko mu chodziło. Podejmuje też starania o budowę nowej szkoły. Przy większym rozumieniu interesu społecznego przez organ założycielski, również te  starania mogły zakończyć się  pełnym sukcesem.

W ponad półwiecznej historii szkoły 37 lat przypada na „rządy” Michała Bukowskiego. W szkole łącznie pracuje 44 lata. Jego żona Anna rok dłużej – 45 lat. Tak długa praca w jednej firmie jest podobno obecnie niemodna.  Czytałem jednak kiedyś, jak to w Wielkiej Brytanii pewien instytut melioracji był dumny z tego, że w 120-letniej jego historii było tylko 5 dyrektorów. Ale wiadomo, że Anglicy byli zawsze konserwatywni. Podobno nawet koniec świata ma u nich nastąpić nieco później Rzecz w tym. że w  tym. że na  tym konserwatyzmie na ogół nieźle wychodzili.

Po przejściu na emeryturę państwo Anna i Michał Bukowscy dalej mieszkają w Smolajnach, w uroczym domku odkupionym i odbudowanym po prawie całkowitym zniszczeniu, urządzonym bardzo gustownie i funkcjonalnie własnym staraniem i przeważnie własnymi rękami, a także kosztem wielu wyrzeczeń. Nie czekali na gotową willę, uważając, że państwo musi im ją zapewnić, jak  to niekiedy się zdarzało również w naszych szkołach.

bukowski6

Są jak zawsze skromni, pogodni i życzliwi ludziom. Ich uroczy dom , przez trzy  pory roku – wiosnę, lato i jesień tonie w zieleni i kwiatach. Ich największą obecnie radość stanowią odwiedzające ich wnuczęta. Pamięta o nich wielu absolwentów i to stanowi ich niepisaną życiową nagrodę.

 

Apolinary Zapisek, w styczniu  2015 roku

Przeczytaj opracowanie, dotyczące Zespołu Szkół Rolniczych im. Biskupa Ignacego Błażeja Krasickiego w Smolajnach >>

Pisząc oba powyższe teksty, korzystałem z następujących opracowań:

1. Alicja Daniela Kicowska – „Nauczyciele szkół rolniczych na Warmii i Mazurach (1945-1989)”, Wydawnictwo Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.
2. Edmund Wawirowicz, „40 lat Szkół Rolniczych w Smolajnach 1961-2001”, Smolajny 2001.
3. Edmund Wawirowicz,  „50 lat Zespołu Szkół Rolniczych w Smolajnach 1961-2011”, Smolajny 2011.
4 Strona internetowa http://www.smolajny.neostrada.pl/oszkole z 2006 r.
5. Strona internetowa Fundacja Edukacyjna 4H w Polsce