Z żałobnej karty. Pamięci Augustyna Gasiula, naszego absolwenta z 1966 roku

Umarłych wieczność dotąd trwa
Dokąd pamięcią się im płaci
Wisława Szymborska

25 października br. zmarł  Augustyn Gasiul, absolwent naszej szkoły z 1966 roku. W jego pogrzebie z powodu panującej pandemii uczestniczyło niestety niewielu absolwentów. W imieniu szkolnych koleżanek i kolegów oraz byłych pracowników pożegnał go Bronisław Pawliszyn. Tekst jego przemówienia zamieszczamy poniżej.

Czcigodny Księżę, droga Rodzino, Sąsiedzi, Koleżanki i Koledzy z pracy i ze szkoły!

Smutna to chwila, gdy przychodzi nam rozstać się z bliską nam osobą. Tym bardziej jest smutno, że przypada to w trakcie panowania zarazy. W innym czasie byłoby grono żegnających znacznie liczniejsze, zwłaszcza że Zmarły przeżył w tym mieście ponad 70 lat i miał bardzo wielu znajomych i przyjaciół.

Pozwólcie, że ja, jako kolega ze szkolnej ławy, pożegnam zmarłego Augustyna Gasiula, którego w szkole nazywaliśmy „Guciem”.

Nasz kolega urodził się w Lidzbarku Warmińskim w 1946 roku. Jego rodzice przybyli do Lidzbarka z Wileńszczyzny. Całe swoje życie spędził w naszym mieście. Właśnie w tej parafii, pw. Św. Piotra i Pawła przyjął sakramenty święte. Tutaj, jako uczniowie, uczęszczaliśmy na lekcje religii, których udzielał nam ks. Bronisław Magdziarz. Dzisiaj w tym kościele, do którego uczęszczał,  jest po raz ostatni.

Ze zmarłym, koleżanki i koledzy oraz nauczyciele, spotkaliśmy się we wrześniu 1961 r., tj. prawie 70 lat temu, gdy zaczynaliśmy naukę w Technikum Rolniczo-Łąkarskim w Lidzbarku Warmińskim, do którego uczęszczaliśmy przez 5 lat. Pamiętamy go, ale też wspominają jego nauczyciele, którzy go uczyli. Wymienię tu byłego dyrektora Apolinarego Zapiska, jego żonę Eugenię, Małgorzatę Chodunaj – polonistkę, Barbarę Kreutzineger – nauczycielkę historii.

„Gucio” całe swoje życie zawodowe przepracował na terenie Lidzbarka Warmińskiego w różnych instytucjach związanych z rolnictwem. Był znany ze swojej życzliwości i dobrego serca, pogodnego usposobienia, przykładem dobrego człowieka, dla mnie i innych.

Wspólnie z żoną Julią, która zmarła 8 lat temu, przeżyli szczęśliwie 42 lata. Wychowali córkę i doczekali się trójki wnuczek.

Był dobrym mężem, ojcem i dziadkiem.

Kilka lat po śmierci żony spotkał swoją pierwszą miłość z lat szkolnych – Marysię Lesińską. Z nią związał ostatnie lata życia. To właśnie w jej asyście odszedł do domu Pana.

Przed miesiącem spotkałem się z nim i nic nie wskazywało tak rychłego odejścia. Snuł plany na bliższą i dalszą przyszłość. Nie myślałem, że przypadnie mi rola pożegnania go.

Odszedł, pozostawiając pytanie: dlaczego Pan Bóg tak troskliwego ojca, wspaniałego dziadka, kolegę i sąsiada teraz wezwał do Siebie.

Żegnamy Cię drogi przyjacielu. W naszej pamięci pozostaniesz jako wspaniały człowiek. Spoczywaj w Bogu.

Cześć Jego pamięci.