Okruchy życia – ciąg dalszy. Wiersze Alicji Kosiedowskiej

Pod koniec 2021 r. został wydany drukiem kolejny tomik wierszy naszej emerytowanej nauczycielki pani Alicji Kosiedowskiej. Poprzedni, pod tym samym tytułem „Okruchy   życia”, ukazał się w 2016 r. Pisałem o nim na niniejszej stronie. Notatka ta jest obecnie dostępna w zakładce „Archiwum”.

Nowy tomik zawiera ponad 100 wierszy.  Są dłuższe i krótsze, poważne i wesołe, nawiązujące do historii i czasów współczesnych, a moim skromnym zdaniem, są piękne i mądre. Charakteryzuje je szczerość i prostota.  Prawie wszystkie zmuszają, czy raczej zachęcają do myślenia. Czyta się je z prawdziwą przyjemnością. Serdecznie i szczerze gratuluję i dziękuję Autorce.

Nowy tomik zawiera ponadto krótkie wprowadzenie i notę biograficzną autorki. I jej krótka biografia zamieszczenie jest też na niniejszej stronie w zakładce „Ludzie-nauczyciele” oraz w internetowej Eckopedii Warmii i Mazur w kategorii Oświata. Byłoby dobrze, gdyby tomik ten był dostępny również w wersji elektronicznej.

Poniżej przytaczamy cztery utwory wybrane z tomiku.

04.03.2022 r., Apolinary Zapisek

***

Magia mazurskiej nocy

A w Praniu,
nad Nidzkim Jeziorem,
możesz, jak mistrz Ildefons,
przysiąść nad wodą wieczorem,
popatrzeć, jak gdzieś w głębin odmęcie
rodzą się gwiazdy w nieba firmamencie

Wtedy, jeśli wierzyć w poety słowa,
noc – „królowa Jaśminowa” –
sypie wokół brylantami rosy
i tańcząc, mgieł muślinem oplata
las, jezioro, leśniczówkę starą,
gdzie zaczarowany kot drzemie,
śniąc czarowną baśń o kocim niebie…

Zaś w świetle naftowej lampy
„Srebrna Natalia” wraz z „zielonym Konstantym”
siedzą przy później wieczerzy.
Krasnal, suto podjadłszy, ociera wąsy
śmiesznie splamione musztardą
i nowy dzień ze snu budzi,
postukując halabardą.

***

Tropami Smętka

Kim jest Smętek? Polski szatan.
Postać z legend dobrze znana,
Przez pisarzy opisana.
Zawsze wesół, rześki młody,
Czynił ludziom wiele szkody.
Zwady, swary czy niedole
To działania jego pole.

Sprzymierzony z zaborcami,
Chadzał nocą opłotkami,
By poróżnić żonę z mężem,
Do kieszeni wpuszczać węże,
Zatruć wodę, mleko skwasić
Lub sąsiadów dobrych zwaśnić.

Kiedyś „nosił się z niemiecka”,
Potem w walonkach i rubaszce,
Odbierał chleb, wyjadał kaszę,
Powódź sprowadzał albo suszę,
Bałamucąc niejedną duszę,
Wzniecał gniew, rozbudzał żądze
Na zaszczyty, uciechy, pieniądze.

A ostatnio wprost bezczelnie
„Dobrej zmianie” służy wiernie.
W pandemii się dobrze czuje,
A co gorsza nie próżnuje,
Gniewu i wstydu z tego wiele
W ludziach, rządzie i Kościele.
Szatańskie jest Smętka dzieło.
Toteż rozpacz mnie ogarnia prawdziwa,
Aż mi się cisną pod pióro słowa,
Których się głośno nie używa.

***

Ach Panie, Panowie…

Ach Panie, Panowie
Już życie gaśnie w nas.
Co było nie będzie.
Toniemy w obłędzie.
Na zmianę przyszedł czas…

To jakaś iluzja, nie życie
Nie wstajemy,
jak dawniej, o świcie
w ciepłych kapciach najchętniej chodzimy
i nie dzieci lecz wnuki bawimy…

Ach, Panie, Panowie…
ach Panie, Panowie
toż życie gaśnie w nas.
Choć ktoś inny u jego steru
z wygodnego przecież fotelu
poderwać się już/jeszcze czas…

Jak pieśń lub muzyka

Mojej Mamie już lat nie przybywa,
Dla Niej dawno zatrzymał się czas –
Wciąż obecna, niebytu unika,
By na nowo ożywać w mych snach.

Widzę Ją, kiedy oczy zamykam,
Bo Ją tuż pod powieką gdzieś mam.
Z głębi ciszy na chwilę przybywa,
Nieuchwytna i zwiewna jak wiatr.

Moja mama jak pieśń lub muzyka,
Niewidoczna, lecz przecież wciąż trwa,
Bezszelestnie się zjawia i znika,
Tak jak rosa poranna czy mgła.

Widzę Ją kiedy oczy zamykam,
Bo Ją tuż pod powiekami gdzieś mam.
Z głębi ciszy na chwilę przybywa
Nieuchwytna i zwiewna jak wiatr.